• Wpisów:26
  • Średnio co: 66 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:50
  • Licznik odwiedzin:1 956 / 1792 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
...'cause I've been looking too hard.

"Cokolwiek. Powiedz cokolwiek. Zrobię cokolwiek."

Tsu już nie istnieje, to fakt. Przynajmniej ten Tsuda. Jestem już kimś innym, człowiek, którym wtedy byłem już nie wróci, więc...

...więc może powinienem przybrać nowe imię na znak tej odmiany?
Może Jin?
Nie, Jin to epizod. Co prawda bardzo przyjemny i sporo wnoszący w... we mnie. But still.

Bycie bezimiennym przynosi sporo dyskomfortu.
Zastanawiam się dlaczego nie mogę tak po prostu nosić swojego własnego imienia.

Bo...
Bo rezygnacja z tej części mnie, której brak imienia, to uśmiercanie siebie w części. Nie chcę umierać w żadnym cholernym fragmencie mojego ciała, duszy i umysłu. Kocham żyć i staram się o tym pamiętać, kiedy...
...pamiętać o tym zawsze.
Nie chcę żyć po części martwy, jak...
To boli.


Jestem nową osobą.
I może uda mi się spotkać jakąś inną nową osobę i stworzyć coś nowego, porzucając te wszystkie stare historie.

Zostawię Tsu tam jeszcze trochę. Mam do niego sentyment.

(Podobno fiolet to kolor transformacji.)
 

 
And I hate that I can't say your name
Without feeling like I'm part of the blame
And it's never gonna feel quite the same
But it's never gonna change
And I hate that I'm always so young
Had me feeling like you were the one
And it's never gonna feel like it's done

'Cause it's never gonna change
Never gonna change.
 

 

...

You know we could talk in that language
Only we understand

But you know..

It's a long way down

Chciałbym mieć dla Shi tyle do oddania z siebie. Zasługuje na to.
 

 

*

  • awatar zeta reticuli: I'm gonna make somebody love me I know that it's you tutututururu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nie rozmawiam z nikim z nikim się nie dzielę
zachowaj resztę
wynoś się
wynoś
 

 

*

'CAUSE YOU MAKE ME FEEL LIKE I'VE BEEN LOCKED OUT OF HEAVEN FOR TOO LOOO-OO-OONG. FOR TOO LOO-OOO-OOONG.
 

 
Mój Boże. Bicie się z tym uczuciem zajęło mi jakieś dwa lata i dziewięć miesięcy.
Jest kilka rzeczy, które żałuję, że zrobiłem. Przesadziłem kilkukrotnie. Traciłem jego zaufanie i wartość w jego oczach. Ostatecznie chyba stałem się zbyt niebezpieczny.
Jakkolwiek, na każdej stracie bogaciłem się o nową wiedzę i dojrzałość, dlatego nie chciałbym cofać niczego, co zrobiłem. Wiedza i dojrzałość.
Wydaje mi się, że do odpuszczenia brakowało mi tylko jednego elementu. Nie rozumiałem, że potrzebuję bohatera, którym on nie jest, a za którego bardzo chciałem go mieć. Faktycznie, nałożyłem na niego ogromne brzemię ratowania mnie. Byłem głupi. Dobrze, że pomógł mi to pojąć.
Well, piszę o końcu uczuć do niego już drugi raz, ale tym razem jest inaczej. Nie potrzebuję go już. Wcześniej nie chciałem więcej go ranić, próbowałem go od siebie odizolować.
Ale już nie potrzebuję Tai'a, który nie żyje. Niech spoczywa w spokoju, nareszcie wolny ode mnie. Wybacz, że nękałem cię tak długo.
Przydałoby się jakieś porządne pożegnanie. Twarzą w twarz. Nigdy tego nie zrobiłem. Nigdy nie powiedziałem 'żegnaj' JEMU.
Ale nie trzeba.
13.01.2015
 

 
Już prawie miesiąc. Skłamała.
Powinienem był powiedzieć, że niczego nie oczekuję. I naprawdę mi przykro, że muszę pisać to tu. Nie zdążyłem jej wyjaśnić. Nie daje mi już żadnej szansy. Ma kilka powodów. Czym to w ogóle było?
Nie możemy na sobie polegać.


Shi. Shi. Shizu. Shi-zu-o. Shi-zu. SHI. On. Teraz on. ON. Od miesięcy on. Nie ty.
On:
 

 
I wish to know how your world looks like now.
 

 
Dobrze.
Dobrze.
Dobrze.

Lekcja na dziś: nie wycofuj się, kiedy boli. Bij się do końca.
Powinieneś już ją znać.


Ok. I'll wait.
 

 
Chciałbym mu tyle powiedzieć... nie zdążyłem, zakrztusiłem się własną złością i...
Oh.
Teraz wstyd mi nawet oddychać, kiedy myślę o tym, jak go potraktowałem.
Kiedy obserwuję samego siebie na przestrzeni czasu, widzę, jak powoli bez niego umieram. Był moim powietrzem. Wszystkim, czego chciałem i czego kiedykolwiek potrzebowałem. Przysiągłem sobie, że już nigdy, przenigdy nie będę mącił mu w głowie. Że tamten raz był ostatnim. Że ograniczę kontakt z nim, żebym nigdy więcej nie mógł go zranić.
Well... chyba jestem najgorszy w dotrzymywaniu obietnic. Nie pamiętam takiej, której bym nie złamał. I guess HE was right, I'm a liar. Kłamca. Tsuda. Kłamca.

Zdycham. Duszę się bez niego. Dlaczego byłem tak pełen wątpliwości, kiedy wyciągnął do mnie dłoń ostatnim razem? I mimo, że potrzebowałem go tak bardzo... nadal.

Po tym, co mu zrobiłem, wiele razy myślałem o skończeniu ze sobą. Nawet, jeśli nie znaczyło to dla niego aż tyle. Upokorzyłem się. Upokorzyłem w taki sposób, jakiego nie mogę sobie wybaczyć, nigdy. Upadłem zbyt nisko, żeby nazywać się jeszcze człowiekiem.
Utaplałem się we własnym gównie, a teraz je jem.
Od kilku miesięcy przepełnia mnie żal tak ogromny, że gdyby objawiał się w stopniowym zapadaniu się klatki piersiowej, już dawno miałbym w jej miejscu kartkę papieru.
Żałuję.
I tęsknię za nim, jak zawsze.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Jest dobrze. Po co kombinować?
 

 
To jeden z tych dni, w których człowiek uświadamia sobie, że właściwie niczego nie ma i tak naprawdę nie posiada kompletnie żadnej wartości. But that's fine, it's okay. Bo kiedy nie ma się nic, nie ma się też nic do stracenia. Można bez konsekwencji przebiec się chodnikiem. Tak, ot, po prostu, pościgać się z innym przechodniem. Można stroić głupie miny do ludzi, można wszystko. Można zacząć na nowo.
 

 
Flen milczy. Sam nie wiem czego od niej chcę. Rurek milczy. Niczego od niego nie chcę. Dla reszty to ja milczę.
Chcę kogoś, kto mnie pokocha. Chcę odpocząć.
To takie kluskowate gadanie, prawda?
Ale co zrobić, kiedy tak czuję?
Jestem zbyt zmęczony na poznawanie nowych ludzi, ale to jedyny sposób, żeby poznać ewentualnego partnera. Takie błędne koło.

A poza tym nie chce mi się uczyć. Wziąłbym kilka tygodni przerwy od uczelni. Ale nie ma litości. Trzeba wziąć się w garść ("CZYLI ZROBIĆ CO?", hehe). Nie popadać w złe nastroje, umyć się, posprzątać, zrobić zakupy, zacząć czytać.

GODAMMIT NIE CHCĘ CZUĆ SIĘ SAMOTNY, NIE MAM PRAWA, NIE CHCĘ AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA


Może zacznę palić? Nałóg to zawsze jakieś ujście bólu dupy. Albo znajdę coś tańszego.
 

 
Zeszłej nocy miałem dziwaczny sen. Wyglądał na znaczący.
Nie wierzę jakoś szczególnie w znaczenie snów w sensie proroctwa czy jasnowidzenia. Nie wykluczam istnienia ludzi, którzy potrafią czytać ze snów (czy to prawdę o przyszłych zdarzeniach czy o stanie świadomości śniącego), ale bynajmniej takie czytanie mnie nie kręci.
Moje sny są znaczące w innym sensie. A właściwie sam dokładnie nie wiem w jakim, nie znalazłem po prostu lepszego określenia na ten rodzaj snów. Są bardzo rzeczywiste, a przy tym szalenie zagadkowe i zwykle silnie wstrząsają moimi emocjami.

Byłem dziewczynką, niosła mnie jakaś wysoka istota, do której byłem przytulony i przy której czułem się bezpiecznie. Szliśmy dokądś. Obok, choć pół kroku za nami kroczyła druga istota. Miałem pochyloną głowę i widziałem tylko jej czarne buty i sięgającą do kostek prostą, czarną szatę. Usiłowałem przyjrzeć się lepiej tej istocie. Sunąłem wzrokiem z dołu ku górze i jedyne, co widziałem, to wydłużona sylwetka w czarnej szacie. Nie miała rąk, tak, jakby wtopiły się w tułowie, ale nie zdziwiło mnie to. Doszedłem wzrokiem do barków, udało mi się uchwycić kawałek podbródka i chyba nawet usta. Szyja i twarz miały szary kolor, a zwisające do barków włosy były rzadkie i postrzępione. Usiłowałem podnieść głowę wyżej, żeby zobaczyć więcej, ale coś blokowało moje ruchy. Podjąłem jeszcze kilka prób podniesienia wzroku na siłę, ale nie mogłem. Wydało mi się, że istota, która mnie niosła, usiłowała powiedzieć "Lepiej nie". Ale nie mówiła. Po prostu to poczułem. Wziąłem ją za mojego anioła stróża i przestraszyłem się tego, co za nami idzie, dlatego zacząłem odmawiać do niego (anioła) modlitwę.

Jakiś czas temu bawiliśmy się z Lili w wizualizację naszych zaburzeń. Jej nerwica natręctw, moja depresja. A skoro depresja może mieć swój wygląd, to dlaczego anioł stróż nie może? Ostatnio często się do niego zwracam, a, że niekomfortowo jest zwracać się w pustą przestrzeń, wyobraziłem go sobie, jako coś materialnego. Gdyby wyglądał, byłby ładną, wysoką osobą o długich, granatowych włosach, o bladej cerze, uśmiechniętym błogo obliczu i o sylwetce kobiety, ale bez piersi i nosiłby białą, długą albę. Oto, co wykreowałem świadomie. Może moja podświadomość widzi go inaczej. Tak samo mogła ubrać moją depresję w inne ubranie. Kto wie.
  • awatar Mada mada da: @Behemot: I'm so lucky, right?
  • awatar Behemot: Skoro Twoje lęki mogą przybierać fizyczne postaci w snach czy w snach na jawie gdy po prostu sobie je wyobrażasz to chyba dobrze, że dobre strony swojej głowy też ubierasz w ciało. Zawsze jest do kogo otworzyć buzie gdy się zostaje samemu..
  • awatar Mada mada da: 'Siewca wiatru', huh? Polecano mi tę książkę kilkukrotnie, muszę w końcu się do niej dobrać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Krzyczałem dziś we śnie. Nie powinienem działać na przekór sobie. Wiem czego nie chcę. Nie wiem czego chcę.

Jutro przyjeżdża Mirka.
 

 
Okay, teraz czysto organizacyjnie:
Tak, Chrzan nie żyje. Tak, widziałem jej martwe ciało, dłoń siną od nakłuć do kroplówki, białą trumnę i sukienkę. Zapłakałem tylko raz, bardziej ze złości na jej matkę, która odstawiła żenującą przemowę, której nie miała prawa wygłaszać niż z żalu.
Nie czuję żalu. Niczego nie czuję. I tak mi z tym wygodnie.

Nie szanuję siebie i wyżywam się na sobie. Tak chcę to rozumieć.

Kocham Flen.
 

 
Mam nadzieję, że to całe zamieszanie z Chrzanem, to tylko jakiś głupi żart.
 

 
Chrzan nie żyje. Jej życie musiało się tak skończyć. Wcześnie,nagle i okrutnie uciąwszy wszystkie wielkie marzenia. Wierzyłem w to, że je spełni. Bardzo chciała. A im bardziej czegoś się chce, tym śmieszniej jest, kiedy życie pokazuje, że tego czegoś się nie dostanie.
Niczego nie żałuję.
Zapłaczę pewnie dopiero na pogrzebie. Kiedy zobaczę jej młode, martwe ciało. Ciekawe jak wygląda, nie widziałem jej dwa lata.
 

 
Nie mam do niej żalu. Nigdy. Niczego mi nie obiecywała. Ja jej też nie. Niczego nawet nie oczekiwałem. Tylko szkoda, kiedy okazuje się, że te wszystkie moje ładne uniesienia i wzruszenia spowodowane były bardziej moją wyobraźnią niż rzeczywistością.
Tak zwyczajnie po ludzku szkoda. Trudno.
Kocham ją nadal.
Teraz mogę zaprzestać budowania tamy obronnej przed wylewającymi się na mnie z każdej strony uczuciami Tai'a. Mogę odpuścić. W końcu nie ograniczamy się. Boże, jakie to szczęście. Powinno być mi smutno. Ale cieszę się. Tak się cieszę, że nie muszę nikogo i niczego powstrzymywać.

Tai to teraz jedyna właściwa dla mnie osoba.
 

 
Tyle we mnie bezsensownej złości, skierowanej w nicość. Nie chcę jej.
NIECHCĘNIECHCĘNIECHCĘ

https://soundcloud.com/san-zhi/i-love-you-san-zhi-vs-woodkid
  • awatar Mada mada da: @Behemot: Ah, tak. Sporadycznie coś zamieszczam. Tylko, kiedy żenująco kiepsko radzę sobie z emocjami. :F
  • awatar Behemot: Brak wpisów do tej pory. Choć teraz widze zmiany :)
  • awatar Mada mada da: @Behemot: Hm? Co znaczy "bierny obserwator"?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Sheri. Pojawiła się w moim życiu pewnego dnia. Kto by pomyślał, że tak to się rozwinie.
Jest inna. Prawdziwa. Dobra.
Nigdy, przenigdy nie wolno mi jej zranić. Nie wolno się nią bawić. Każdym tylko nie nią.
Nie będę.
Boże, dziękuję, że skierowałeś mnie na jej drogę.

Kocham bez jawnej wzajemności, nie cierpiąc. Nigdy nie pomyślałbym, że to możliwe. Nie u mnie. A jednak. Każda myśl o niej sprawia przyjemność. Sama świadomość, że jest.

Będę dbał o nią i odwdzięczał się za dobro, którego mnie uczy.

Nie jestem najlepszy w obietnicach.